Loading
Memtor Marketing

Google świętuje, SEO liże rany

image title

15-urodziny-googleW ciągu ostatnich tygodni w społecznościach internetowych zajmujących się marketingiem w wyszukiwarkach, w szczególności dziedziną powszechnie nazywaną SEO – pozycjonowaniem i optymalizacją stron internetowych, zajęły miejsce informacje o sankcjach ze strony Google. A tymczasem wczoraj Google świętował 15 rocznicę swojego istnienia. W garażu, gdzie firma zaczynała działalność, ogłoszono wprowadzenie nowego algorytmu o nazwie „Hummingbird”, w tłumaczeniu Koliber.

Wyszukiwarka Google i reguły gry

Google rozpoczął działalność od stworzenia wyszukiwarki. Innowacyjny pomysł doprowadził do sukcesu. A że przynęta na użytkowników, umieszczająca ich produkt w strategicznym miejscu na internetowej nawigacji, została skutecznie wdrożona i wykorzystana, sukces ten stał się spektakularny na skalę globalną i historyczną. Aktualnie Google to korporacja zatrudniająca niemal 50 tys. pracowników w biurach na całym świecie, a pod marką firmy jest udostępniana ogromna liczba usług internetowych i aplikacji, z których wiele albo dominuje, albo toczy bój o prym w swojej dziedzinie.

Google łączy swój sukces z wykorzystaniem roli treści generowanej przez użytkowników. To jeden z przykładów zastosowania idei Internetu 2.0. Firma udostępniła użytkownikom za darmo pewną usługę, a model zarabiania oparła o usługi powiązane. Strategia marketingowa udostępniania darmowej oferty, aby pozyskać klientów, była znana i stosowana znacznie wcześniej, opisana jest u podstaw marketingu. Google wymaga tego samego od swoich użytkowników i tych, którzy udostępniają to, co w wyszukiwarce można znaleźć – od wydawców internetowych. Zaoferuj coś atrakcyjnego, a zobaczysz, że jak ludzie to polubią, to zalinkują do Twojej witryny. Google pośrednio lub bezpośrednio zakazuje działań, które mogą stać z dala od tej zasady – swoje zakazy coraz bardziej precyzyjnie artykułuje i karci tych, którzy się do nich nie stosują.

Na początku wytyczne dla webmasterów i osób pragnących wspierać swój biznes na efektach pozycjonowania były sformułowane ogólnie. Gdy pojawiły się coraz to nowe strategie wpływania na przychylność algorytmu na szeroką skalę, a więc zautomatyzowanymi metodami, Google starał się reagować aktualizując algorytm. W każdym razie mimo oświadczeń, że takie czynniki będą ignorowane, algorytm sobie z nimi nie radził. Dodatkowo powstawały kolejne ulepszone metody obchodzenia systemu. Tak było, ale to już zdaje się należeć do przeszłości.

Ofensywa w walce o jakość wyników wyszukiwania

Zmiany przyspieszyły w ciągu ostatnich dwóch lat – od wdrożeń dwóch aktualizacji algorytmu wyszukiwarki o nazwach Panda, a następnie Pingwin, i w międzyczasie umożliwienie zrzekania się linków przez narzędzie Disavow links. Wprowadzenie tego narzędzia było podyktowane wymaganiami sytuacji, gdy okazało się, że wraz z rozróżnieniem linków na te dobre i złe – naturalne i nienaturalne – pojawiła się możliwość depozycjonowania, tj. szkodzenia stronom konkurencji poprzez umieszczanie linków w sposób zasługujący na sankcje i tym samym powodowanie obniżenia pozycji stron konkurencji. Od tamtej pory można zrzekać się linków, jeśli jest podejrzenie, że mogą szkodzić wynikom strony. Wiele osób wskazywało ostatnio to właśnie wydarzenie jako najważniejszą zmianę w skuteczności ofensywy Google wobec SEO. Teraz bowiem sami pozycjonerzy wykonują pracę, z którą reguły algorytmiczne nie umiały dać sobie rady. Na blogu Krzysztofa Ziółkowskiego jest wymowny opis tego procesu.

Na początku ostrze zespołu do walki ze niedozwolonymi działaniami (Search Quality Evaluation) zostało skierowane na anglojęzyczne serwisy. W Polsce rewolucje przyszły nieco później – najpierw spektakularnie oberwało się porównywarkom. A szczególnie gorące są ostatnie tygodnie, zaczęło się od informacji z początku lipca o większej ilości wysyłanych wiadomości o nienaturalnych linkach. W zeszłym tygodniu pojawiły się następne masowe maile z informacjami o wykryciu nienaturalnych metod linkowania. Nastąpił także wysyp informacji w mediach społecznościowych. Szybkim nawiązaniem do tego była publikacja na temat radzenia sobie z problemem zrzeczenia się linków spowodowanych sankcjami od Google. Z bieżących publikacji na uwagę zasługuje także ostatni artykuł Pawła Gontarka o analizie powiadomień o nienaturalnych linkach. Singhal, senior vice president of search at Google, introduces the new 'Hummingbird' search algorithm at the garage where the company was founded on Google's 15th anniversary in Menlo Park, CaliforniaTeraz dowiadujemy się o nowym patencie Google o nazwie Koliber, że już od kilku tygodni wprowadza roszady w wynikach wyszukiwania. Zmiany, które wprowadza nowy algorytm, mają dotyczyć nawet 90% wyników wyszukiwania.

Jednym z mitów, które byli pracownicy firmy z Doliny Krzemowej obalali, było to, że Google nie lubi branży SEO. Jak więc traktować te zapewnienia w kontekście tego zamieszania? Często spotyka się zarzuty względem „korpogoogle”, że wojna z SEO to przykrywka dla zwiększenia korzyści z programów reklamowych Adwords i Adsense. Nie sądzę, żeby taka była intencja, choć w konsekwencji może to zwiększać obroty tamtych usług. Dla Google to przede wszystkim walka o jakość swojego produktu. To jak najbardziej oczywisty czynnik gry rynkowej i przewagi nad konkurencją jak bing.com, ask.com, yandex.ru itd. Należy się spodziewać, że Google zakaże wszelkich działań, które będą wpływać na jakość ich wyszukiwarki – bez względu na intencje twórców, propagatorów i sposób wykorzystania. Oczywiście pomysły najskuteczniejsze, chętnie podchwytywane i stosowane w większej skali szczególnie szybko trafią pod lupę.

Kto zyskuje? Kto traci?

Niewątpliwie korzysta użytkownik. Otrzymuje lepsze wyniki wyszukiwania. Trudniej mu się zgubić w internetowym gąszczu. Użytkownik otrzymuje na swoje żądanie przyjaźniejsze treści, bardziej adekwatne do swojego zapytania. A czy zyskują wydawcy stron? Wydawałoby się, że tak, bo znika niepotrzebny pośrednik pomiędzy nimi i wyszukiwarką. Teraz mogą się skupić na treści. Mogą robić swoje. Teraz wydaje się, że nie trzeba wydawać środków na działania SEO – rozumianym w dawnym stylu. Tak może się wydawać i pewnie wielu z tych, którzy byli bardziej leniwi, mogą na krótką metę zyskiwać. Ale przecież wcale nie chodzi o to, żeby nic nie robić lub robić jak najmniej. Firmy, które myślą poważnie o obecności w naturalnych wynikach wyszukiwania, muszą nieco inaczej ulokować inwestycje – część środków z pozycjonowania musi zostać przeniesiona na marketing treści (content marketing). Pogłębienie rozdźwięku między działaniami na czynniki wpływające na wyszukiwarkę i konsekwencjami tych działań utrudnia sprawę i czyni bardziej kosztowną.

Z drugiej strony to cios dla branży SEO. Oczywiście działania nie wszystkich specjalistów od pozycjonowania w takim samym stopniu stały w poprzek zaleceń Google, jednak znaczny udział metod teraz niedozwolonych (niedawno zostały zakazane kolejne metody) został wymyślony i wykorzystany przez ludzi zaangażowanych w SEO. Oczywiście tych, którzy opierali swoje działania na stosowaniu właśnie takich niedrogich, ale też na któtką metę skutecznych metod wpływania na wyszukiwarkę – przynajmniej na krótką metę. Niedrogich, a więc dalekich od doskonałości i obarczonych wrodzoną wadą manipulacji. Jeśli chodzi o poszczególne firmy, to zależy jaki model biznesowy obrała dana osoba, zespół czy firma. Dominowały rozwiązania pośrednie, ale zwłaszcza w polskiej społeczności SEO znaczny udział miał ten ciemniejszy odcień kapelusza. W cyfrowym świecie przeliczanie wskaźników okazuje się stosunkowo łatwe i niedrogie. Jedną z szeroko stosowanych metod rozliczenia zatem było rozliczenie za efekty. SEO spodziewając się określonych wyników dla określonych działań uzależniał wysokość wynagrodzenia od przyszłych rezultatów, przeważnie na podstawie pomiaru osiągniętych pozycji. Dotychczas wypracowane metody przestają być skuteczne i w wielu przypadkach założone cele są nie do utrzymania. Dodatkowo nowe obszary wskaźników nie zostały jeszcze przeliczone, są więc niekonkretne, a tym samym niewymierne. A więc aby świadczenie usług było możliwe, konieczne jest ustalanie warunków rozliczenia opartego na innych niż dotychczas zasadach.

Przyszłość SEO

Wiele razy obiecywany był zmierzch SEO. Właściwie od czasu jego powstania. Nie mam złudzeń jednak, że SEO w znaczeniu aktywnego oddziaływania na wyniki wyszukiwania nie zginie. Niewątpliwie jednak to koniec pewnego etapu i przesunięcia granicy na drugą stronę. W konsekwencji konieczne jest przedefiniowanie modelu biznesowego, powrót z klientami do założeń marketingowych, reguł i stawek rozliczeniowych w nowej sytuacji. Na pewno musi się znacząco zwiększyć udział rozliczenia za konkretne zadania, aniżeli za ich wyniki. Trzeba stosować bezpieczne relacje pomiędzy tymi dwoma czynnikami ze zmniejszonym udziałem rozliczenia za efekt.

Obecnie ważności nabierają relacje między zaangażowanymi partnerami w internetowej wymianie treści. Pojawiło się nawet pojęcie „relacyjnego linkbuildingu”, które eksponuje ten ważny element ontologii linkowania, element z natury mu przynależny. W pewnym sensie relacyjne linkowanie to masło maślane. Ale w obecnej sytuacji słuszne. To z racji zdewaluowania tego pierwotnego założenia, jakiemu miało linkowanie odpowiadać – ów aspekt został ostatni zmarginalizowany, a relacja uprzedmiotowiona.

Specjalista SEO musi też zmienić narzędzia. Zamiast dawnymi dodawarkami, umieszczając mechanicznie linki na setkach domen, musi teraz posługiwać się Facebookiem, G+, Twitterem, udzielać się na forach i blogach skupiających się wokół powiązanych tematów. Musi wejść bardziej w rolę z pogranicza Content Marketingu i Public Relations. Rolą współczesnego SEO powinno się stać w większym stopniu doradzanie i koordynowanie realizacji zadań content marketingowych. Wokół tych treści i we wspomnianych społecznościach należy budować rzeczywiste, najlepiej w jak największym stopniu osobowe, relacje. Rolą SEO nie jest realizowanie konkretnych działań link buildingowych, czyli z zakresu budowania linków, lecz tworzenie przynęty na linki – link baiting. Pojęcie budowania, odnosząc się do procesu bezpośredniego wpływania na materiał, należy zawiesić. Tworzenie treści prowokujących do zamieszczania linków bezintersownie, baiting – pojęcie odnoszące się do oddziaływania na zasadzie wabienia bądź urzekania – powinno się stać drugim motorem specjalisty SEO w jego misji. I koniecznie w większym stopniu w zakresie twórcy treści, bowiem „content is king” jak podkreślają Wytyczne.

źródła zdjęć:
– Alistair Barr, USA TODAY
– Stephen Lam, REUTERS

14 thoughts on “Google świętuje, SEO liże rany

  • admin

    Marcin

    Aż miło sobie poczytać o tym w kontekście zmian w styczniu 2016 😀

    Odpowiedz
  • admin

    seotivo

    Zgadzam się z opinią, że seo nie jest dla każdej strony/sklepu … gdy właściciel nie ma chęci rozwijać lub/i dostosowywać do wytycznych Google'a to szkoda pracy i czasu … ale według mnie ma to odniesienie do haseł ogólnych lub z bardzo dużych miast.

    Wracając do przykładu piekarni to nawet z 3 podstronami mogą próbować walczyć w Google bo taka piekarnia będzie działała lokalnie (i taki zasięg w Google tego przedsiębiorcę interesuje) więc można skorzystać z usługi lokalnej Google + dorzucić do regionalnych serwisów i według mnie to wystarczy a konkurencja aż tak wielka dla tej branży nie będzie (z wyjątkiem największych miast)
    Określając "rozbudowanie/wielkość" strony internetowej Pana piekarza trzeba brać pod uwagę wielkość stron jego konkurencji … jeśli wszyscy mają serwisy 3 podstronowe to wszyscy są tak samo słabi dla Google'a 🙂 więc wszyscy startują z tego samego pułapu w ocenie contentu/wielkości serwisu … dla tak ekstremalnych przypadków wystarczy dobry content na stronę główna + 3 podstrony i spokojnie można coś zdziałać lokalnie 🙂

    Odpowiedz
  • admin

    Adam

    Niestety w branży jest coraz ciaśniej i coraz trudniej się pozycjonuje. Niestety Google ma w Polsce monopol na wyniki wyszukiwania.

    Odpowiedz
  • admin

    Paweł

    Witam! Nie wiem dlaczego tak jedziesz na drugim już blogu po drobnych przedsiębiorcach?

    Sam mam małą firmę i zajmuje się różnymi reczami, a SEO traktuję jako hobby, znaczna część ludzi wybierających moje usługi ma mój numer z internetu, pomyśl o tym że ludzie nie szukają w internecie tylko sklepów blogów itp. Często szukają np hydraulika żeby naprawił kran lub innych pierdół. Ja rozumiem że nie każdy może być na pierwszym miejscu w google ale właśnie moim zdaniem powinno to zależeć od ambicji i pracy włożonej w to aby zdobyć określoną pozycję, a nie tylko od SWL i innych badziewi.

    Odpowiedz
  • admin

    Fotografia ślubna Pleszew

    Bardzo ciekawy artykuł

    Odpowiedz
  • admin

    Łukasz Przestrzelski

    Nie wiem, czy Google musi aż tak "walczyć o jakość swojego produktu". Czytałem opinie, że po każdej kolejnej zmianie w algorytmie dla coraz większej liczby fraz Bing daje znacznie lepsze wyniki niż Google, a jednak Google wciąż trzyma 2/3 rynku wyszukiwarek (95% w Polsce) i jego udział nie spada nawet odrobinę. W związku z tym mogą sobie spokojnie pozwolić na walkę z SEO pod przykrywką "ulepszania wyników".

    Odpowiedz
    • admin

      Marek Olas

      Niewątpliwie w tej sytuacji Google może sobie na wiele pozwolić – to jest dobry moment na nieskrępowany rozwój, ewolucje, eksperymentowanie. Gdyby ta sytuacja nie była wykorzystana, należałoby to uznać za błąd osób decyzyjnych. Czy Bing daje lepsze wyniki? Chciałbym, żeby tak było – jak sądzę dla strony trzeciej, tj. branży SEM, taka rywalizacja mogłaby tylko wyjść na korzyść.

      Odpowiedz
    • admin

      Bartosz Sobczyk

      Zgodzę się, że problemem jest w monopol Google, który pozwala mu „poprawiać” wyniki wyszukiwania. Niestety Bing choć pokazuje w miarę dokładne wyniki to ma problem z indeksacją stron i wielu wartościowych po prostu nie pokazuje. Przez to, że nie jest tak powszechny, to nie widzimy wielu jego wad. Sytuacja z Bing przypomina trochę tę z Linuksem – mało osób szuka „dziur” w systemie Linux, bo mało osób go używa. Co innego z Windowsem 🙂

      Odpowiedz
  • admin

    Maciek

    Bardzo ciekawy artykuł, a pod wnioskami podpisuję się obiema rękami. Podobnie jak Emil staram się stosować solidne podstawy promowania stron, choć można je robić na skróty, jak robią to firmy SEO – nie chciałbym jednak, aby takie metody były stosowane na moich stronach. SEO onsite jest aktualne, offsite rzeczywiście się zmienia – content is king i to praktycznie zamyka temat 🙂

    Odpowiedz
  • admin

    Kamil

    Tak długo jak będzie istniała wyszukiwarka tak długo SEO będzie z nami. W Polsce model biznesowy nie skupia się wokół SEO tylko tak naprawdę pozycjonowania, które Google będzie utrudniać coraz bardziej. Idą zmiany i ci co się nie przystosują wyginą jak dinozaury.

    Odpowiedz
  • admin

    Emil

    Ależ to co piszesz jest już od dawna – tzn. ja osobiście byłem niemal pewnym, że automaty będą przeszłością, od samego początku wszystko robię ręcznie i męczę się z tym cholrenie i mam dosyć śłabe efekty bo oczywiście "hurtownicy" czyli spamerzy przebijają uczciwą pracę. Moja naiwność jest jednak nadal – ciąglę wierzę, że poprzez te algorytmy strony jakimi się zajmuję wreszcie będą zauważane na tyle ile ich treść jest warata. A treść ta na pewno nie zasługują na  tak słabą widoczność jaką mam. Powiem jeszcze jedno – był okres, że niemal nie zrezygnowałem z uczciwego promowania włąsnej strony na rzecz automatów lecz wnet jedno mnie dotknę – to prostota to nie dla mnie, moja prac będzie niczym zwykła zużyta szmata. A ja sobie szanuję pracę… Ale się uniosłem 🙂 Pozdrawiam

    Odpowiedz

Pingback: Aktualizacja Google Koliber (Hummingbird) – 7 opinii specjalistów branży SEO | Blog o marketingu internetowym - WebSEM

  • admin

    Bielack

    Intresująca próba spojrzenia holistycznego; Nie z każdą tezą i wnioskiem się zgodze, ale to, że SEO się zmienia, jest sprawą niewątpliwą.

    Odpowiedz
    • admin

      Marek Olas

      Dzięki za komentarz  i uwagi techniczne. Sprawa pilna więc mało czasu na dopieszczenie:/

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *